Forum www.paranormalromance.fora.pl Strona Główna

cytaty z książek
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.paranormalromance.fora.pl Strona Główna -> Paranormal Romance Cytaty
Autor Wiadomość
Gość






PostWysłany: Czw 22:38, 16 Cze 2011    Temat postu:

The mane event - Shelly Laurenston

Oddychać? Jak niby miała to robić? Oparła się głową o drzwi i zastanawiała się dlaczego nie mogła zemdleć jak każda normalna kobieta. Nie powinna być silna. Powinna być słaba i płochliwa. Do czasu gdy by się ocknęła, odgryzłby jej już nogi i mogłaby umrzeć z powodu upływu krwi. Wszystko byłoby lepsze niż konieczność zmierzenia się z tą sytuacją.

***********

Zaufała mu nawet wiedząc, że nie jest człowiekiem. Nie do końca. To znaczyło więcej niż mógł kiedykolwiek powiedzieć i nie chciał tego zrujnować będąc... wiecie... facetem.
Powrót do góry
Gość






PostWysłany: Pon 17:55, 20 Cze 2011    Temat postu:

Timmie rzucił nam badawcze spojrzenie.
- Zanim wyjdziemy, muszę coś wiedzieć. Skoro zdolności czytania w myślach są prawdziwe, jest coś jeszcze, co mnie zastanawiało, jeśli w fikcji o wampirach jest prawda.
- Spytaj czy skóra mieni mi się jak diament, a zabiję cię tu i teraz - przerwał mu Bones z największą powagą.

'This side of the grave' Jeaniene Frost
Powrót do góry
Gość






PostWysłany: Wto 16:06, 21 Cze 2011    Temat postu:

"Weszłam do pokoju gościnnego, zakładając, że podążał za mną, opadłam na kanapę i skrzyżowałam nogi. Spojrzałam na niego z wyczekiwaniem, gdy zamykał za nami drzwi.
- Więc?
- Więc, co?
Machnęłam ręką.
- Zacznij klękać. Zobaczymy, jak ci pójdzie.
- Mówisz serio.
Uniosłam brwi. Odpowiedział tym samym, ale w końcu przytaknął, następnie przeszedł pomiędzy kanapami. Opadł na jedno kolano i wyciągnął rękę.
- Jest mi ogromnie przykro z powodu bólu i upokorzenia, które przysporzyłem tobie i twoim...
- Oba kolana.
- Przepraszam?
- Wolałabym widzieć oba kolana na ziemi. To znaczy, jeśli masz zamiar się poniżać, zrób to najlepiej jak potrafisz, prawda?
Morgan przyglądał mi się przez chwilę, jego usta drżały, jakby chciał się uśmiechnąć, ale zgodził się z grobowa powagą. Przyklęknął na oba kolana, spojrzał na mnie tymi granatowymi oczami z miną godną szczeniaka.
- Naprawdę jest mi przykro.
Patrzyłam na niego przez moment, pozwalając mu pokutować, a następnie przytaknęłam:
- OK. "
"Some girls bite" Chloe Neill (moje tłum.)
Powrót do góry
Gość






PostWysłany: Pią 12:14, 24 Cze 2011    Temat postu:

Mnie ostatnio rozśmieszyło coś takiego z Magia Krwawi. W ogóle w całej serii o Kate Daniels jest pełno śmiesznych tekstów.

Gorące kąpiele w jacuzzi to tylko kłopoty - powiedziałam.
- Och, nie wiem. - Beau wzruszył ramionami. - Z piwem i dobrym towarzystwem, nie są
takie złe. Relaksujące. Nawet kojące. W tym przypadku natomiast nie udało się im doprowadzić
do pożądanego relaksu. Panna Nash udała się do toalety i po napoje. Kiedy panna Nash wróciła
znalazła młodą kobietę rozmawiającą z jej partnerem. - Jego oczy lśniły trochę. Udawał, iż
sprawdza swój raport. - Wydaje się, że owa kobieta była skąpo ubrana.
Według pracowników hotelu, biedny człowiek próbował zniechęcić femme fatale jak tylko
mógł, ale była tępa albo naprawdę miała nadzieje zabrać go na przejażdżkę. Po spotkaniu jej,
powiedziałbym, że jedno i drugie.
Westchnęłam. Wiedziałam, w jakim kierunku to zmierzało.
- Kiedy zbliżyła się panna Nash, jej facet poinformował skąpo odzianą kobietę, że Panna
Nash i on są razem. Mówi, że kobieta oceniła pannę Nash jako "ładną".
Spuściłam głowę i uderzyłam nią o stół kilka razy.
Dwie futrzaste gąsienice Beau używane za jego brwi podniosły się do góry.
- Potrzebujesz minuty?
- Nie, będzie w porządku. Przepraszam.
- Wydaje się, że młoda kobieta dokonała pewnych nietaktowny sugestii trójkącika. Nikt nie
jest pewien, co się potem stało, ale wszyscy są zgodni, że była cholernie szybka. Kiedy dotarłem na miejsce, panna Nash stała przy jacuzzi w małym bikini, celując lufą SIG-Sauer P-226 w
swojego faceta i zainteresowanych członków personelu hotelu, podczas gdy zanurzała głowę
drugiej skąpo odzianej kobiety pod wodą i pytała: "Kto teraz nurkuje po małże, suko?"
(...)
Dziesięć minut później Andrea, Raphael i ja wyszliśmy z więzienia w chłodny pochmurny
dzień.
- Napaść. - Wyliczyłam na palcach. - Napad ze śmiercionośna bronią. Postępowania niewłaściwe dla rycerza. Zagrożenie cywilów. Lekkomyślne użycie broni palnej w miejscu
publicznym. Stawianie oporu. Nietrzeźwość i zakłócanie porządku.
- Nie byłam ani pijana ani nie zachowywałam się agresywnie. - Andrea zacisnęła zęby.
- Nie, jestem pewna, że topiłaś ją w sposób całkowicie spokojny i profesjonalny.


Zakrztusiłam się swoją herbatą.
- Daj mi to sobie ułożyć: zabiłaś swoje dzieci i pilotowałaś ich nieumarłymi ciałami.
- Tak, czy to cię szokuje?
- Nie. Jesteś psychopatką.
- Co to znaczy?
Wstałam i przyniosłam jej słownik. Przeczytała znaczenie.
- To sumuje to całkiem niezłe, tak.
Powrót do góry
Gość






PostWysłany: Śro 20:53, 29 Cze 2011    Temat postu:

Tam dokąd idzie ciało... tam podąży serce...
wymów jego imię i znów pocałuj,
a potem możesz pocałować swoją duszę na pożegnanie.

KMM - Ponad Mgłą Szkocji Smile


Alex Flinn -Bestia

Myślałeś nad tym by wrócić do domu?
- Jakiego domu? Dom jest tam gdzie twoja rodzina.
Nie mam domu. Albo sam jestem sobie domem.

**
Naprawdę powinieneś kochać kobietę,
która zobaczyła cię nago i nie padła trupem.

(Niestety nie mogę sobie przypomnieć z jakiej to książki)


Laughing


Ostatnio zmieniony przez Gość dnia Śro 21:14, 29 Cze 2011, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Gość






PostWysłany: Sob 12:20, 02 Lip 2011    Temat postu:

kocica6
O ile się nie mylę powiedział to Kyrian w Rozkoszach Nocy Smile
Powrót do góry
Gość






PostWysłany: Pon 15:17, 04 Lip 2011    Temat postu:

Możliwe Laughing Dzięki za informacje :wink: Ach kocham książki w których są takie perełki Razz
Powrót do góry
Gość






PostWysłany: Pią 20:51, 08 Lip 2011    Temat postu:

„To przez noc mamy światło. Dzięki światłu się rodzimy i dzięki nocy wędrujemy. Światło jest miłością naszych rodziców którzy pozdrawiają nas i witają nas na tym świecie, który opuszczamy z miłością naszego partnera. Wybraliśmy się nawzajem by ułatwić pozostałą podróż i czuć się komfortowo w nadchodzącą noc. A gdy ostatnia noc nastanie dla nas , zostaniemy razem i ułatwimy pierwszą podróż temu które będzie pierwsze. Dusza do duszy się dotyka. Ciało z ciałem oddycha. I tylko sami musimy opuścić to istnienie w nocy”

Z tej samej książki pochodzi jeszcze jeden piękny fragment:

„Bujając ją delikatnie w ramionach, Wulf zastanawiał się, kto z nich dwojga ma gorzej. Matka, która nie doczeka chwili, gdy jej dziecko urośnie czy ojciec, który będzie potępiony, by obserwować jak jego dziecko i wszyscy po nim umierają przed nim.”

(fragment pochodzi z książki pt. Kiss of the Wight autorstwa Kenyon Sherrlyn )
Powrót do góry
Gość






PostWysłany: Pią 21:26, 15 Lip 2011    Temat postu:

„Cassandra zmarszczyła brwi, gdy Chris pakował kolejną poduszkę za spodnie w
okolice swojego krocza.
- Co ty robisz?
- Chronię moje aktywa. Po tym, co powiedziała Kat o Strykerze i po latającym nożu
przy kupowaniu pizzy, nie chcę ryzykować moimi cennymi klejnotami.
- Alleluja – powiedział Wulf pod nosem – chłopak w końcu znalazł swój mózg.”

Kenyon Sherrlyn - Kiss of the Wight

***
„Ktoś zaczął krzyczeć. Ten krzyk był pełen paniki, wściekłości, wyparcia, bólu.
Dopiero kiedy Lucivar i Saetan złapali go i przytrzymali, Daemon zorientował
się, że to on krzyczy.”

Bishop Anne - Królowa ciemnosci

***
- Nie jestem zła, tylko… spójrz na swoje ręce.
Marszcząc brwi, Lock spojrzał w dół.
- Och, rany! – Upuścił braci Shawów, oba lwy mruknęły, gdy upadły na
podłogę. – Znowu to zrobiłem.
- Znowu? – Zapytała Blayne.
- Pamiętasz? Niedźwiedzie tłuką ofiarę, potem zanoszą ją w krzaki żeby się
pożywić – wyjaśniła Gwen.
- Ochhh. To dlatego Tatuś zawsze mówił, żeby nigdy nie pozwolić im się
zabrać w drugie miejsce.
- Myślę, że mówił o seryjnych mordercach, skarbie.

Shelly Laurenston - Uścisk grzywy

***
Uśmiechając się szeroko, potarli się nosami, przybliżając się do pocałunku,
ale nagle się zatrzymując, gdy dłoń uderzyła w stolik a Mitch uniósł głowę z
podłogi.
- Umieram- sapnął. – Krwotok wewnętrzny. Wezwijcie. Karetkę.
- Mamo – zaskamlała Gwen, nie w nastroju żeby przestać flirtować ze
swoim chłopakiem.
Roxy uderzyła dłonią w stolik i parsknęła:
- Chryste na krzyżu, Mitchell O’Neill Shaw! Zabierz leniwą dupę z podłogi i
przestań zachowywać się jak dziecko! Zawstydzasz mnie!
- Umieram! Bolesna śmierć!
Roxy wskazała syna palcem.
- Nie zmuszaj mnie żebym wyjęła pistolet na zszywki z tyłu samochodu.
Użyję go.
- Ale czy to powstrzyma krwotok?

Shelly Laurenston - Uścisk grzywy

Very Happy
Powrót do góry
Gość






PostWysłany: Pią 23:06, 15 Lip 2011    Temat postu:

Trochę przydługie, ale uwielbiam kiedy Daemon zachowuje się jak malutki chłopczyk Smile

***
Leżąc twarzą w dół, na wielkim łóżku, Daemon Sadi jęknął z ulgi, kiedy jego żona wprawnymi rękami nakłaniała jego mięśnie do odprężenia. Rozgrzewające zaklęcie, jakiego użyła Jaenelle żeby złagodzić napięcie również nie zaszkodziło.
- Powiedz mi znów, jak to się stało – powiedziała Jaenelle.
Typowe pytanie żony, zwłaszcza kiedy wypowiedziano je takim tonem głosu.
- Daemonar utknął na drzewie – wymamrotał Daemon. Potem dodał. – Ooch tak. Właśnie tu.
- Acha. To paskudny skurcz – nie mówiła nic przez minutkę, kiedy pracowała nad tą częścią jego pleców. – Więc rozmawiamy o Daemonarze Yslanie. Twoim bratanku.
- To jest również twój bratanek.
- Tak, jest. I jest Eyrienczykiem. Co oznacza, że ma skrzydła.
- Jest tylko małym chłopcem.
- Który ma skrzydła.
Cholera. Zamierza uczepić się tego malutkiego szczegółu, jak Sceltie zapędzający pojedynczą owcę.
- Skoro jest mały – ciągnęła Jaenelle, – jak dostał się na drzewo? Nie byłby w stanie dosięgnąć niższych konarów, żeby wspiąć się tak jak ty.
Och, nie. Był w stanie rozpoznać podchwytliwe pytanie, kiedy je usłyszał.
- Podleciał, nieprawdaż? – powiedziała Jaenelle. – Używając skrzydeł.
- Kochanie zaczynasz mówić jak jędza – powiedział Daemon. – Ech! – jęknął przez jej kciuk, który wbiła mu w plecy, na co zasłużył sobie nazywając ją jędzą.
- Dlaczego po prostu nie przyznasz, że wspinanie się na drzewo, w butach jakie zazwyczaj nosisz, zamiast użyć Fachu, żeby wznieść się na konar, na którym czekał na ciebie twój bratanek i najpewniej chichotał, było głupim pomysłem?
Nie zamierzał przyznawać się do czegokolwiek. Zwłaszcza do tego, że to był głupi pomysł. Wiedział co robi. Wiedział to nawet lepiej, kiedy obserwował Daemonara lecącego w dół, żeby sprawdzić, co on tam robi rozłożony płasko na ziemi. Ale to była kwestia dumy. Jaenelle rozumiała męską dumę. Może uważała ją za zabawną, lub irytującą, to zależało od konsekwencji, ale rozumiała ją. Więc mogła zrozumieć to, że w chwili, kiedy chłopiec spoglądał na dół na niego, postrzegał siebie jako wujka, który używa Fachu, zamiast mięśni, a więc nie uczestniczy w zabawie w taki sposób w jaki uczestniczył Lucivar. W tej chwili, nie chciał być uważany za kogoś gorszego przez chłopca, który nie był na tyle duży, żeby docenić moc i umiejętności jakie posiadał.
Więc wspiął się na to cholerne drzewo.
Idiota.
- Ale przynajmniej właściwie nie uderzyłem w ziemię – wymamrotał Daemon. – Pamiętam, że stworzyłem tarczę, i wykorzystałem zaklęcie do chodzenia w powietrzu – co ocaliło go od poważnych ran, skoro wylądował na poduszce powietrznej, zamiast na twardej ziemi, ale nie oszczędziło mu od utraty tchu, czy bolesnego skurczu mięśni.
- To dobrze – powiedziała Jaenelle, ale jej głos był suchy, co wskazywało, że nie była pod wrażeniem.
- No dobrze. Świetnie. Byłem idiotą – tą opowieścią, czego był pewien, służący na dworze SaDiablo będą dzielić się przez wiele lat, skoro kilkoro z nich było świadkami tej małej tragedii. Nie będą się dzielić się tą opowieścią z obcymi, ponieważ każdy kto pracował dla Hall, wiedział, że prywatne życie rodziny SaDiablo ma pozostać prywatne. Ale już widział jak ktoś taki jak lokaj Holt, bierze młodego służącego na stronę i opowiada mu tę opowieść, jako zapewnienie, że potężny, niebezpieczny, zabójczy Książę Wojowników Dhemlanu z Czarnym Kamieniem, jest również mężczyzną, który zachowuje się jak bełkoczący wujek, pełen dobrych intencji, ale poszkodowany na umyśle.
- Cholera – mógł wyczuć jej uśmiech, a fakt, że nie musiała tego komentować był więcej niż dostatecznym komentarzem.


Anne Bishop - "Shalador's Lady"


Ostatnio zmieniony przez Gość dnia Pią 23:10, 15 Lip 2011, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Gość






PostWysłany: Pon 11:10, 18 Lip 2011    Temat postu:

Chciała dotknąć ściany jaskini dłonią
o idealnym kształcie i kremowej skórze... i zatrzymała się.
To nie była jej dłoń. Przesunęła spojrzenie na rękę. Była długa, pełna gracji i wyglądała, jakby wyrzeźbiono ją z ożywionego marmuru. Wstrząśnięta usiadła. Przez ramię spłynęła masa gęstych jasnych włosów, zakrywając jej pierś niczym jedwabna chusta. Dostrzegła fioletoworóżo-we sutki bujnych piersi przebijające się przez blond zasłonę. Drżącymi dłońmi odrzuciła cudowną grzywę włosów
i spojrzała na resztę „swojego" ciała.
Nieskazitelna skóra okrywała ją aż do zmysłowo zarysowanej talii. W miejscu gdzie zaczynały się biodra, skóra ustępowała łuskom. Tam gdzie powinny być nogi i stopy, znajdował się ogon zakończony ogromną pierzastą płetwą.
— Kurna jego mać!... Jestem rybą!

Cast P.C. - Bogini Oceanu
Powrót do góry
Gość






PostWysłany: Nie 21:23, 24 Lip 2011    Temat postu:

"- Tylko obiecaj, że nie będziesz palił w mieszkaniu - zażądałam.
- A ty obiecaj, że nie będziesz nosić takich krótkich spódniczek. - Igor nie pozostał
mi dłużny.
- Dlaczego? - zapytałam. - Nie podobają ci się moje nogi?
- Nie podoba mi się, gdy na twoje nogi gapią się inni - padła natychmiast
odpowiedź.
- Chwileczkę... - Odchyliłam się, żeby popatrzeć Igorowi prosto w oczy. - Ty
jesteś... zazdrosny?!
Igor nie odpowiedział, tylko jeszcze mocniej zacisnął wargi i widać było, że nic
więcej nie powie. Zachciało mi się śmiać. Dobre sobie, oto do jakiego stanu trzeba
było doprowadzić Igora, żeby wycisnąć z niego takie wyznanie!
- No dobrze - powiedziałam. - Nie będę nosić krótkich. Będę nosić długie. -
Poczekałam, aż Igor uśmiechnie się z zadowoleniem i dodałam mściwie: - Z
rozcięciem..."

Kira Izmajłowa - Wyższa magia
Powrót do góry
Gość






PostWysłany: Śro 20:54, 03 Sie 2011    Temat postu:

- Glenn, mogę dostać twój ketchup? - powiedziałam szorstko, przerywając Eddenowi. - Nie wiem, jak wy,
ludzie, możecie jeść hot dogi bez niego. Dlaczego, do Zmiany, ten gość nie dał mi ketchupu?
Edden odchylił się na oparcie krzesełka i westchnął ciężko. Glenn posłusznie pogrzebał w swoim zmiętym
papierze i wyjął z niego białą plastikową saszetkę. Ze ściągniętą twarzą spojrzał na moją złamaną rękę i się
zawahał.
- Otworzę ci - zaproponował.
- Dzięki - mruknęłam.
Nie podobała mi się moja bezradność. Usiłując nie marszczyć brwi, patrzyłam, jak detektyw ostrożnie rozdziera
saszetkę. Podał mi ją, a ja niezdarnie wycisnęłam sos na hot doga leżącego na moich kolanach. Tak bardzo
byłam zajęta polaniem właściwego miejsca, że o mały włos nie zauważyłabym, jak Glenn unosi dłoń i
ukradkiem zlizuje z palców czerwony ślad.
Glenn? - pomyślałam. Przypomniałam sobie zniknięcie naszego ketchupu i elementy łamigłówki wskoczyły na
swoje miejsca.
- Ty... — wyrzuciłam z siebie.
Glenn ukradł nasz ketchup?
Na jego twarzy pojawił się wyraz paniki. Wyciągnął rękę i niemal zakrył mi usta, ale zdołał się opanować.
- Nie - powiedział błagalnym tonem. — Nic nie mów.
- Zabrałeś nasz ketchup! - wyszeptałam, wstrząśnięta.
Za Glennem Jenks kołysał się ze śmiechu na ramieniu
Eddena - słyszał nasze szepty, prowadząc jednocześnie z kapitanem rozmowę, żeby odwrócić jego uwagę.
Glenn spojrzał na ojca z poczuciem winy.
- Zapłacę ci - obiecał. - Zrobię, co chcesz. Tylko nie mów tacie. O Boże, Rachel. To by go zabiło.
Przez chwilę wpatrywałam się w niego bez słowa. Zabrał nasz ketchup. Prosto z naszego stołu.
- Chcę twoje kajdanki — powiedziałam nagle. — Nie mogę znaleźć nic prawdziwego bez przyklejonego
sztucznego fioletowego futerka.
Wyraz paniki zniknął z jego twarzy.
- W poniedziałek — powiedział i odchylił się na oparcie krzesełka.
- Dobrze. - Wypowiedziałam to słowo spokojnie, ale w środku śpiewałam.
Odzyskam kajdanki! To będzie dobry dzień.
Zerknął w stronę ojca.
- Możesz... kupić dla mnie butelkę pikantnego?
Spojrzałam mu w oczy.
- Może sos do potraw z rusztu?
Zamknęłam usta, zanim wleciał do nich jakiś owad.
- Jasne.
Nie do wiary. Przemycam ketchup dla syna kapitana FBI.

'Dobry zły i nieumarły' Kim Harrison
Powrót do góry
Gość






PostWysłany: Pią 13:18, 09 Wrz 2011    Temat postu:

Porcja cytatów, z czegoś, czego na razie nie mogę wystawić, ale co kocham absurdalnie XD



Cytat:
Dzieciak zniknął.
Jak i jego pizza.
Przez moment Dante po prostu patrzył w pustą uliczkę z niedowierzaniem zanim zdecydował, pieprzyć to, Bóg był dziś przeciwko niemu i miał dość grania w Jego chore gry. Wróci do sklepu i będzie pił aż zapomni jak bardzo do bani był ten dzień.

***

- Hej, Dante? Nie jest twoim dzieciakiem czy cos, prawda?
Łowca się zakrztusił, unosząc rękę by otrzeć piwo z podbródka i patrząc na dziewczynkę z niedowierzaniem.
- Czemu to powiedziałaś?
Patty przewróciła oczyma.
- Masz na myśli, tak poza tym, że wygląda i mówi jak ty? Wskoczył na szczyt budynku z ulicy. Nie znam wielu ludzi, którzy mogą to zrobić.
- Nie jest mój – oświadczył pewnie Dante, biorąc kolejny łyk piwa, gdy Patty wzruszyła ramionami i wróciła do swojego zajęcia. Nie ma mowy, żeby miał syna. Gdybym kogoś wpędził w ciążę, powiedzieliby mi.

Prawda?


***

- Nie.
Dźwięk przeładowywanego pistoletu wypełnił mały pokój i każdy policjant we wnętrzu zesztywniał, gdy Rilo znalazł się twarzą w twarz z osławionym zmodyfikowanym M1911 łowcy demonów. Sekundy później niższy, jakoś dużo bardziej złowróżbny dźwięk podążył za pierwszym. Rilo zadrżał na ten dźwięk, włoski na jego rękach i karku stanęły, gdy dawno pochowany instynkt ryknął do życia. Alighieri warczał na niego, zrozumiał z nie małym zaalarmowaniem. Nagle w jego żołądku skręcało się dziwne uczucie I szef policji nie mógł zrozumieć gdzie zniknęła pewność siebie, którą czuł przed chwilą. Cała atmosfera w pomieszczeniu się zmieniła i Rilo nagle stał się świadomy, że to wszystko było tylko jeden zły krok od zmienienia się w piekło. Jeden zły ruch i skończy z dużą liczbą martwych ciał. Jak, ku**a, mógł tak szybko stracić kontrolę nad sytuacją?
- Jon – powiedział cicho jeden z jego ludzi po boku, napiętym głosem, gdy czubkami palców dotykał shotguna na swoim biurku. – Spójrz na chłopaka.
Ze zdumieniem marszcząc brwi, spojrzał na dziecko w swoich ramionach – i zamarł. Kaptur bluzy częściowo spadł i po raz pierwszy został potraktowany widokiem głowy pełnej białych włosów.
I wtedy zrozumiał, dotkliwość swego wykroczenia. Jasna cholera! Nic dziwnego, że Alighieri był taki wkurwiony. Rilo przełknął, boleśnie świadomy, że jego plan obrócił się w najgorszy możliwy sposób i teraz stał między niewiarygodnie niebezpiecznym mężczyzną a jego dzieckiem.

***

Nero obrzucił ja jednym spojrzeniem i obrócił się z mrocznym spojrzeniem do starszego półdiabła.
- Proszę, powiedz, że ona nie jest moja siostrą.
To posłało Dantego w histeryczny śmiech, podczas, gdy Patty poczuła się niezwykle obrażona i zaczęła pouczać Nera, jakim byłby szczęściarzem, gdyby była jego siostrą.

***

Dante wrócił do domu późno w nocy, żeby znaleźć swojego dziesięciolatka oglądającego filmy o potworach i równo zajmującego się sześciopakiem. Wyraz czystej wściekłości na twarzy Nera, gdy wyrwał mu z dłoni na wpół pustą puszkę i wypił to, był prześmieszny.
- Co jest, ku**a, staruszku?
Zgniótł puszkę i pomachał nią groźnie przed twarzą małego półdiabła.
- Jesteś smarkacz. Żadnego alkoholu.
Dante ledwie uniknął wymierzonych w jego głowę puszek.

***

- Poważnie, Nero. To nie zadziała. Bo nie przestanę kupować alkoholu – Dante wyrwał puszkę piwa z ręki młodzika i niedbale rzucił ją za siebie. Nero się opluł, gdy ciecz trysnęła na cały sklep.
- Myślałem, ze doszliśmy do porozumienia ostatnim razem, ale najwyraźniej nie. Więc… - Sekundę później przełożył skrzeczącego Nera przez kolano. – Nie, – pac, – pij, – pac, –mojego przeklętego gówna, – pac, – ty, – pac, – mini, – pac, – alkoholistyczny, – pac, – szczeniaku!
- Pomocy! – wrzasnął Nero próbując mu się wywinąć. – Ratunku! Gwaaaałt! – Frontowe drzwi nagle zostały wykopane by ujawnić warczącą Lady z pistoletem w dłoni. Popatrzyła na nich przez chwilę zanim przewróciła oczyma, wkładając broń do kabury i idąc do lodówki.
- Nie chcę wiedzieć.

***

Dante przycisnął rurę do ramienia nieruchomego mężczyzny i warknął na niego z furią.
- Za każdym razem, gdy spróbujesz się ruszyć, chcę żebyś pamiętał tę chwilę. Chcę, żebyś o mnie myślał. Chcę żebyś myślał o chwili, gdy spróbowałeś dotknąć czegoś co jest moje i wiedział dlaczego tak skończyłeś. Chcę żebyś zrozumiał jak kurewsko wielkoduszny jestem pozwalając ci zatrzymać twoje gówniane życie.
Z miejsca w którym siedział, Nero patrzył rozszerzonymi, zaszokowanymi oczyma na przerażający widok swojego ojca. Zawsze wiedział, ze starszy półdiabeł jest zdolny do przemocy, ale zobaczyć to – zobaczenie tego zmieniało wszystko.

***

– Myślisz, że jesteś twardy z powodu swojej rodziny? Jestem pieprzonym pomiotem diabła i mam cały ładunek całkowitego szaleństwa tylko czekający by go na kogoś skierować.
Rozległ się dźwięk kogoś nerwowo odchrząkującego.
- Wyjdziesz z tego sklepu i zapomnisz o naszym istnieniu. Nie dostaniesz nic i będziesz z tego cholernie szczęśliwy. A jeśli choćby pomyślę, ze myślisz o moim synu w sposób jaki mi się nie podoba, przyjdę do ciebie razem z wszystkimi moimi popieprzonymi przyjaciółmi i przekonamy się jak daleko sięgają te plotki.

***

- Jestem pieprzonym potworem – wykrztusił Nero pomiędzy wstrząsającymi ciałem szlochami. – P-potworem. Spójrz na to! Dlaczego ty tego nie masz?
- Nie wiem – powiedział miękko Dante, jedną ręką ściskając rękę syna, podczas gdy drugą otoczył jego ramiona. – Ale to nic nie znaczy. Wiem, że ciężko ci to zrozumieć, ale nie jesteś demonem. To jest w twojej krwi, jak i w mojej. Ale to nie znaczy, że jesteś zły.

***

Poza tym, nie było nawet szansy, żeby pozwolił, żeby cokolwiek się stało jego dzieciakowi. Łowca mówił wcześniej poważnie, Nero był jego. I jeśli była jakaś uniwersalna prawda o demonach, to że nie traktowały miło ludzi dotykających rzeczy, które należały do nich.
Powrót do góry
Gość






PostWysłany: Czw 21:58, 29 Wrz 2011    Temat postu:

„Poznaję odcienie życia, którego o mały włos bym nie przeżyła. Nigdy tęsknota nie wydała mi się tak dojmująco fizycznym doznaniem. Bólem wypełnionym pustką. Przeraźliwą ciszą, która dźwięczy w uszach. Szałem samotnych nocy bez dna, bez świtania, bez ukojenia…
Zaspokojenie tej tęsknoty wydawało się niemożliwe. Odsunięcie uporczywego bólu niewykonalne.
Kiedy wszedł do domu, zawołał mnie, popatrzył w oczy, wziął w ramiona… Wtedy zdałam sobie sprawę, ile dla mnie znaczy. Szaleństwo rozpętało się od nowa, większe niż kiedykolwiek. Gorące, namiętne, cudowne szaleństwo…
Nie otrząsnę się z niego, nie ucieknę, nie uwolnię… Jestem opętana. Kocham i jestem kochana. Niewyobrażalnie mocno. Słodko, śpiewnie, przenikliwie.
Dlaczego musi być tak mocno i tak dotkliwie? Fizycznie, zmysłowo, boleśnie… Cudowny ból. Niech się nigdy nie kończy! Niech mnie dopada i przeszywa na wskroś!”


Anna Rybkowska "Nell"
Powrót do góry
Wyświetl posty z ostatnich:    Zobacz poprzedni temat : Zobacz następny temat  
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.paranormalromance.fora.pl Strona Główna -> Paranormal Romance Cytaty Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Następny
Strona 4 z 10

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Regulamin